Sporą dawkę wiosny poproszę. Dożylnie.
Trwały poszukiwania czegoś gorącego, słodko-ostrego w smaku, niezapychającego. Ot, tak na zajedzenie i wygrzanie zimowo-maturalnej chandry.
Tak powstała zupa cebulowa, inspirowana yummy lifestyle, ze sporą dozą wkładu własnego i improwizacji.
Zapraszam.
ZUPA CEBULOWA
- 5 dużych cebul (ok. 750 g)
- 1,5 litra bulionu warzywnego
- 3 ząbki czosnku
- ostra i słodka papryka, sól, pieprz, zioła prowansalskie
- 1 liść laurowy
- 1 -2 łyżeczki octu
- ew. starty ser żółty, grzanki
Cebulę pokroić w półtalarki i podsmażyć na oliwie w dużym garnku. Posypać obficie ostrą i słodką papryką (u mnie po ok. pół typowej, "sklepowej" torebki, zupa była mocno pikantna), smażyć jeszcze 2 minuty. Zalać bulionem, dodać czosnek, sól, pieprz, zioła, liść laurowy, ocet. Gotować jeszcze ok. 20 minut.
Podawać z osobnym pieczywem lub grzanką w środku zupy.
I dużo cebuli. :D
OdpowiedzUsuńJa takie lubię, ale jestem ciekawa co by na to powiedział mój dziadek! ;p
Bardzo lubię zupę cebulową, tylko robię raczej krem z cebuli i ziemniaków, które miksuję:)
OdpowiedzUsuńświetna zupa, prosty przepis, jak zwykle u ciebie i już na oko widać, że musi być pycha :-)
OdpowiedzUsuńNigdy takiej nie jadłam, myślę, że posmakowałaby mi :)
OdpowiedzUsuńZupka cebulowa - mniammm :), i do tego właśnie grzaneczki :).
OdpowiedzUsuńA zimę to ja chcę bardzo! Mam dosyć obrzydliwej jesieni zimą :/. Taki mrozik ze słoneczkiem by się przydał :)
Ostatnio też jadłam cebulową! Jedna z najlepszych zup :)
OdpowiedzUsuń