Niezwykłe jak dla mnie, bo chyba, aż tygodniowe milczenie ogłaszam oficjalnie za zakończone. To chyba jeden z bardziej intensywnych tygodni nie tylko w tym roku szkolnym, ale chyba w całej mojej edukacyjnej karierze. I chyba pierwszy od bardzo dawna kiedy nic, autentycznie NIC mojego autorstwa nie pojawiło się na stole. W tym tygodniu żywiła mnie mama i tylko dzięki niej przeżyłam. Nie tylko nie dodawałam wpisów, ale nawet nie śledziłam innych blogów. Z komputera korzystałam tylko w celach naukowych, lub aby w tychże celach skontaktować się ze znajomymi. I odkryłam, że... bez internetu naprawdę da się żyć. I to bez większych problemów.
Obiecałam wytrawnie, ale jakoś musiałam uczcić to, że te 5 dni nareszcie się zakończyło. W piekarniku wylądowało czekoladowo-kawowe brownies, stworzone na podstawie miliona przepisów i tego co akurat było w domu (na zakupy też nie miałam czasu). Jak to brownies - zbite, ciężkie, intensywne w smaku. Idealne do filiżanki kawy. Pomimo tego, że w wersji "light" (o ile brownies może być light ;)), bo zamiast 1,5 kostki masła, 1/4 szklanki oleju.
Moja potrzeba na magnez została absolutnie zaspokojona.
CZEKOLADOWO - KAWOWE BROWNIES
- 1/4 szklanki oleju
- 1/4 szklanki mleka
- 1/2 - 3/4 szklanki brązowego cukru
- 2 jajka
- 2 i 1/2 łyżeczki rozpuszczalnej kawy (najlepiej mocnej, np. espresso)
- 1/2 szklanki ciemnego, gorzkiego kakao
- 3/4 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/2 łyżeczki soli
- 1 łyżeczka wanilii
- 100 g gorzkiej czekolady, posiekanej
Zmiksować olej, mleko, cukier i kawę, aż cukier i kawa dokładnie się rozpuszczą. Wmiksować jajka i wanilię. W osobnej misce wymieszać mąkę, kakao, sól i proszek, dodać do masy, zmiksować dokładnie do gładkości. Dodać posiekaną czekoladę, wymieszać łyżką.
Średniej wielkości formę (o powierzchni zbliżonej do tortownicy), wyłożyć papierem do pieczenia, wlać masę.
Piec 25 minut w 180 stopniach. Dobrze wystudzić przed krojeniem.